




Tymczasem kilka dni po tym wydarzeniu, dokładnie wtedy gdy nasz słynny Kubica miał wypadek, Jagoda na szutrowej drodze postanowiła popiratować. W momencie gdy jej bicykl osiągnął prędkość światła - przednie koło pojechało w innym kierunku. Rower pojechał sobie w lewo, a mój kierowca rajdowy siłą rozpędu dalej brnął naprzód. Ciało ludzkie to nie samolot i siły nośnej nie ma, więc szybciutko wylądowała na piaszczysto-kamienistej drodze. Wyhamowała jak sportowe porsche wzbijając kłęby kurzu w powietrze.
Wypadek wyglądał dosyć poważnie, dlatego ja i pewnie też Bóg wybaczył jej pierwsze wypowiedziane słowa: oooo K****!! Ja Pie*****!!
Skróciliśmy wycieczkę, a najgorsze miało dopiero nastąpić - rany trzeba było wyczyścić, a to do przyjemnych nie należy. Zniosła to dzielnie, a po niecałych dwóch tygodniach po ranach praktycznie nie było śladu.












































