Przeżyłem dzisiaj bliskie spotkanie z...piorunem. Nie byłem nawet sam - była też siostra. Co prawda spotkanie już jedno miałem i to całkiem niedawno, ale wtedy byłem w domu w kapciach, więc jakoś bezpieczniej się czułem. tym razem stąpaliśmy po mokrej nawierzchni, a strzał nastąpił kilka metrów od nas. Na elektryczności, a tym bardzie na wyładowaniach znam się jak na przeszczepach chirurgicznych - mniej więcej polega to na tym, że jak trzeba to się podejmę, ale za wyniki nie odpowiadam. Więc z mojej nikłej wiedzy wynika, że całkiem dobrze się stało, że piorun strzelił w metalowy maszt na którym powiewała flaga marketu budowlanego. Pewnie jest on wkopany w ziemię, a tam często zmierza piorun.
Wyglądało to tak: wysiedliśmy z bardzo bezpiecznego pojazdu i w momencie kiedy przechodziliśmy na wysokości masztu - nastąpiło wyładowanie. Chyba nie należało ono do największych podczas tego gradobicia, ale zdecydowanie było najbliżej i właśnie to było powodem, że na resztę dnia straciłem fascynację tym zjawiskiem atmosferycznym. Oprócz klasycznego błysku początkowo słyszeliśmy tylko dźwięk jakby przepięcia - takie zwykłe tylko nieco głośniejsze 'cyknięcie'. Szybko po tym doszła fala dźwiękowa i to ona uświadomiła nam, że lepiej przyspieszyć kroku. potem był wspomniany już grad i kilka niemałych 'pryknięć' w okolicy. Zakończyło się oczywiście moczeniem butów na parkingu - wody w ciągu 5 minut całego zamieszania spadło naprawdę dużo.
A czemu w tytule liczba mnoga? Bo chwilę później o mały włos miałbym bliskie spotkanie z bramą, która do tego była tak ustawiona, że bez hamowania z pewnością narobiłaby trochę szkód. Ostrzeżenie siostry przyszło w porę. Ostre hamowanie......uff zderzak cały.
I tak cały dzień, jak nie burza to słońce, a ostatnia jaka się napatoczyła - nawiała strasznie zimne powietrze i teraz strasznie żałuję, że z domu wyszedłem ubrany jak w lecie. Przydałby się ciepły polarek.
czwartek, 12 lipca 2012
Nic się nie dzieje?
Coś się dzieje, ale jakoś nie mam głowy, żeby to opisywać. Póki jeszcze portale społecznościowe nie zabiły do końca bloga - zobaczcie jak wczoraj kłębiły się chmurki na niebie. Na żywo jest to mało interesujące, w przyspieszeniu widać o wiele więcej.
Obejrzyj film „Chmury na niebie - 07.2012” w YouTube
Obejrzyj film „Chmury na niebie - 07.2012” w YouTube
sobota, 16 czerwca 2012
Ihaha, beee, meee
A wiecie gdzie my dzisiaj byli? W Bogumiłowie. Pogoda była "rewelacyjna" dla tych co uwielbiają trzydziestostopniowe upały. Mi taka pogoda nie służy, za to dziewczyny wyglądały kwitnąco.
W "Dworku" najważniejsze są zwierzęta, można je zobaczyć, przy odrobinie odwagi dotknąć, a później je zjeść. No może nie te same, ale menu obfituje w lokalną faunę, a we wnętrzach lokalu cały czas gapią się na gości wypchane oczy leśnych zwierzątek. Można też bryknąć na kucu, wypić piwko i pospacerować po zagajnikach. Warto przy okazji co chwilę spoglądać pod nogi, bo stara mądrość mówi: tam gdzie koń - tam placek. Co prawda żadnego nie widziałem, ale skoro mądrość tak mówi, to zaprzeczać nie będę.
Może wielu gatunków tam nie zobaczymy, ale zawsze lepiej na żywo niż w telewizji. Madzia była oszołomiona. Konie, kucyki, owce, kozy i lama, może coś tam jeszcze, ale ubarwienie takie z importu, więc sam nie wiem co to było. Oczywiście nasze dziecko z każdym niemal zwierzakiem musiało się przywitać w jego języku. Problem pojawił się jak lama zechciała w końcu się obudzić, no bo jak tu do takiej lamy zagadać. Sama ona (lama) ani "me", ani "be", ani "kuku ryku", więc Madzia do niej po naszemu: "Cześć". Nie odpowiedziała.
Warto zaznaczyć, że Madzię ubraliśmy w naginane barwy narodowe. W końcu dzisiaj meczyk. No co....jest biel? Jest czerwień? No to w czym problem?
sobota, 19 maja 2012
Make Life Easier
Może zmienię się w blog modowy - dwie modelki w domu, a ja piszę o pierdołach.
środa, 16 maja 2012
Kotlet w trzech krokach
Dzisiaj poradnik kulinarny - wiem, że wśród czytelników bloga są miłośnicy przepisów kulinarnych, zwłaszcza tych zaopatrzonych w zdjęcia.
Kotlety mielone - prawie jak u Mamy, a wszyscy wiedzą, że 'prawie' robi wielką różnicę. Oczywiście przepis stworzony przez Madzię i z tego powodu nie przyjmuję żadnych reklamacji jeśli komuś nie wyjdzie.
Co będzie potrzebne?
- kuwetka z mięsną masą (tata coś wsypał i pomerdał)
- talerzyk z czymś w kolorze piasku
- tacka
Sposób przyrządzenia:
Nabieramy mięsna masę, rolujemy i wrzucamy do talerza z 'piaskiem', ponownie rolujemy w piasku.
Przekładamy na tackę i przyklepujemy.
Przyklepujemy, przyklepujemy i przyklepujemy, następnie przyklepujemy
Potem następuje czary-mary i tata wyciąga z patelni gotowe 'am-niam'.
SMACZNEGO!!!
wtorek, 15 maja 2012
Historia pewnego kamyczka
Za siedmioma górami... nie nie, przesadzam.
Historia ta zaczęła się...może jakieś dwa tygodnie temu. Był normalny poranek i pora śniadania. Tatuś przyniósł Madzi ukochany jej jogurcik zakupiony w znanym dyskoncie, którego nazwy nie wymienię bo i tak wszyscy wiedzą, że chodzi o Biedronkę. Marka i smak w tym wszystkim jest mało istotna, więc nie będę pisał, jeszcze kogoś niepotrzebnie przestraszę. To wszystko miało charakter incydentalny i nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się nic takiego, a truskawkową Jogobellę jem od dawna.
Madzia zasiadła wygodnie w swoim fotelu i łyżka za łyżką pochłaniała ów produkt. W pewnym momencie coś zaskrobało, strzeliło i zazgrzytało - Madzia spojrzała na mnie i powiedziała: OOOOO Tooo!!!
Nieco się przeraziłem - dopiero co zęby wyszły, a już strzelają? Natychmiast zrobiłem za pozwoleniem przegląd jamy ustnej i zobaczyłem kamyczek, może niezbyt duży był, ale mógł narobić wiele szkód. Ciała obcego szybko się pozbyłem, nie zauważyłem też żadnych ubytków (uffff), pozostał tylko lekki niesmak. Tak znana marka i taki ZONK? Na szczęście nic się nie stało, Madzia błyskawicznie zareagowała na nieprawidłowość, ba, nawet po zabiegu usuwania kamyka z jamy ustnej dokończyła resztę jogurtu.
Bardziej całą sytuacją przejęła się żona: Jagoda "zareklamowałam włosy" Dudzińska. Błyskawicznie odnalazła kontakt do producenta, dodzwoniła się do jakiejś pani kierowniczki i opowiedziała sytuację. Przejęta pani po drugiej stronie obiecała kontakt ze swojej strony i mocno przeprosiła. Na nieszczęście wyrzuciłem wieczko jogurtu na którym był numer serii i data, sam kubek został, ale nic z niego nie można wyczytać. Sam kamyczek niebawem zostanie wysłany do producenta, bo poprosili, tymczasem dotarła do nas malutka paczuszka w stylu "wybacz mi" z gadżetami producenta. Może i zbyt bogata nie była, ale świadczy o tym, że nie wszyscy mają nas głęboko w...bla bla bla. Uwierzyli, przeprosili i tak powinno być. Wiem, że pewnie robią wszystko, żeby nie było takich niespodzianek, pewnie łatwe to nie jest jak się dorzuca do produktu prawie całe owoce.
Nikt z nas nie zraził się do tego jogurtu, przynajmniej mamy pewność, że w razie czego - będziemy poważnie traktowani. Co prawda na podobny przypadek nie mam co liczyć - w życiu zjadłem pewnie ze dwie tony tego jogurtu i nic się nie wydarzyło i oby tak było dalej.
Dostaliśmy: 4 długopisy, dwie reklamówki, t-shirt, kredę w pięciu kolorach, mały zeszycik i koło do pływania. Jak widać wszyscy łącznie z Lalą są zadowoleni.
wtorek, 1 maja 2012
Trasa Wrocław - Żary w 4 minuty!!!
Tego jeszcze nie było - zrobiłem trasę z Wrocławia do Żar w 4 minuty samochodem!!! Nieprawdopodobne? A jednak.
No dobra - to przyspieszone nagranie, ale w normalnej prędkości było nudne i nic się nie działo. W przyspieszeniu okazało się, że pojawiło się coś ciekawego - CHMURY i ich galop po niebie. Trasa wiodła od wsi pod Wrocławiem aż do centrum Żar. Przez całą trasę wiał silny wiatr od czoła, co spowodowało spore zapotrzebowanie na paliwo. Dojechałem na rezerwie, a zatankowane było ze sporym zapasem. Po drodze pogoda kilka razy się zmieniła - było deszczowo, było słonecznie, była wichura z ulewą i było też gradobicie.
No dobra - to przyspieszone nagranie, ale w normalnej prędkości było nudne i nic się nie działo. W przyspieszeniu okazało się, że pojawiło się coś ciekawego - CHMURY i ich galop po niebie. Trasa wiodła od wsi pod Wrocławiem aż do centrum Żar. Przez całą trasę wiał silny wiatr od czoła, co spowodowało spore zapotrzebowanie na paliwo. Dojechałem na rezerwie, a zatankowane było ze sporym zapasem. Po drodze pogoda kilka razy się zmieniła - było deszczowo, było słonecznie, była wichura z ulewą i było też gradobicie.
czwartek, 26 kwietnia 2012
Fa Fa Fa
Jak byście nie wiedzieli jak robią kaczuszki to już będziecie wiedzieć. To nic trudnego - można samemu potrenować i potem zabłysnąć w towarzystwie.
środa, 25 kwietnia 2012
Orzeł Bielik
Do rzeczy - ów bielik stał się sławny w momencie, kiedy pracownicy Lasów Państwowych wspólnie z Komitetem Ochrony Orłów zamontowali kamerę IP z widokiem na gniazdo orłów. Niczego nieświadoma para dostojnych orłów spokojnie i na zmianę wysiaduje jaja, z których lada dzień powinny się wykluć młode. Kto wie - może wtedy orzeł będzie mógł konkurować z "M jak Miłość".
Orły można obserwować pod adresem: http://www.lasy.gov.pl/bielik.
Można też poczytać i pooglądać zdjęcia fanów na FB: http://www.facebook.com/BielikiOnline
Tymczasem 1222 osoby podglądają rodzinkę...
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Madzia - 21.04.2012
Mogą być problemy z odtwarzaniem - z pewnością film niedostępny w Niemczech i w telewizorach i jeszcze gdzieś tam...wiadomo prawa autorskie. Mam nadzieję, że Slash się nie obrazi i nie wyrzuci mnie ze znajomych na FB...Zmiana podkładu w tym przypadku to jak montaż od nowa - nie chce mi się.
Dla ciekawskich:
Kamera - GoPro HD Hero
Stabilizacja - samoróbka z teleskopowego kija od miotły
Madzia i Ciuch Ciuch
No i wpadłem. Powstał krótki klip z Madzią. O portalach nie zapomniałem, ale na bloga to już nie wrzuciłem - taki ze mnie nicpoń. Pewnie już wszyscy widzieli, ale ważne, żeby film był z bloga dostępny - łatwiej go będzie znaleźć.
Historia była krótka - fascynacja Madzi pociągami rosła. W co trzeciej bajce jakiś pociąg, w co piątym teledysku dla dzieci jakaś ciuchcia. Trza było w końcu wystartować i pokazać prawdziwą. Może nie było idealnie, bo teraz na tych krótszych trasach pociągi wyglądają jak autobusy i nijak sie mają do tych dymiących z bajek...
Kamerę chwyciłem w ostatniej chwili i niezbyt dużo materiału skręciłem, ale na jeden klip starczyło. Szkoda tylko, że nie udało się nakręcić samej jazdy.
I uwaga. W przygotowaniu kolejny filmik i tym razem premiera na blogu!!! Już jutro...tzn. dzisiaj (zasiedziałem się).
piątek, 13 kwietnia 2012
Kopernik nas oszukał
10 kwietnia zgodnie z planem odebrać miałem siostrę z lotniska Copernicus we Wrocławiu. Wtedy właśnie kończyły się jej wiosenne wakacje na wyspach. Planowany przylot samolotu: 1:55.
Pomyślałem sobie - nudy. Nocny przejazd pustą autostradą, odbiór i powrót zatłoczoną autostradą. Nic się nie dzieje i warto by było jakoś tą nudę wygonić. Lotnisko, samolot...pomysł wpadł mi tylko jeden - zobaczyć lądowanie z bliska. Trzeba było się przygotować - sprawdzić od której strony samoloty podchodzą do lotniska, wyznaczyć miejsce obserwacji i trasę dojazdu, przygotować telefon mamy tak, aby można było śledzić lot samolotu. Tak, mama była pasażerem - chciała mnie pilnować, co bym nie zasnął i za szybko nie jechał :-)
Początkowo przygotowania szły gładko - prześledziłem dwa wcześniejsze loty tego przewoźnika na tej trasie, wyznaczyłem punkt na przedłużeniu pasa, na drodze publicznej idealnie pod lądującym samolotem. Oba podchodziły po okrążeniu miasta od południowego-wschodu - to była dobra wiadomość bo przy samym płocie lotniska szła asfaltowa droga - łatwa i pewna lokalizacja. 'Bingo' pomyślałem - ja jestem umiarkowanym fanem awiacji, a mama drży na widok nisko lecącego samolotu - poziom adrenaliny z pewnością by nam podskoczył.
Przeszedłem do następnych punktów przygotowań - pierwszego dnia świąt zasiedliśmy z Markiem do telefonu mamy - wyposażony w system Android z zainstalowaną aplikacją Flightradar24 idealnie nadawał się do obserwacji nadlatującego samolotu. Żeby jednak nie narażać się na koszty - Android musiał się połączyć za pomocą mojego telefonu do sieci. Mam wykupiony pakiet danych, a mama nie. Jednak zmuszenie Androida do współpracy z siecią Ad-hoc okazało się trudniejsze niż myśleliśmy i skończyło się na twardym resecie i późniejszym przywracaniu go do stanu sprzed awarii. Trudno - kilka megabajtów to nie majątek - mama płaci.
Przed wizytą na terminalu - zbadaliśmy trasę dojazdu do punktu obserwacyjnego i czas potrzebny na dojazd. Nie chcieliśmy Kasi narażać na samotność na terminalu w środku nocy. Czas był mocno napięty, więc zwiedzanie terminalu trwało 10min i trzeba było szybko wracać do punktu obserwacji. W drodze widzieliśmy w telefonie, że samolot się zbliża, wszystko wskazywało też na to, że przeleci nam nad głowami. Nie spodziewaliśmy się, że Kopernik tak nas przechytrzy....
Niemal dokładnie nad Legnicą samolot zniknął z radarów i już się nie pojawił. Sprawa dziwna bo zazwyczaj znika będąc kilka metrów nad pasem. No nic - trzeba czekać... czekaliśmy, czekaliśmy, marznęliśmy, aż w końcu zadzwonił telefon. To siostra, która własnie skończyła odprawę...do jasnej anielki!!!!!!!! To my zamiast w ciepłym holu pięknego terminala obserwować kołujący samolot, witać jak wszyscy (ze wzruszeniem) przybysza - marzniemy w szczerym polu....... samolot wylądował od drugiej strony!!!!!!!!!! Pięć godzin wyrwanych ze snu, tyle przygotowań, a w pamięci tylko wicher, zaorane pole i zmarznięte ręce??? Tak!!!
Całe szczęście, że siostra zaciekawiła nas opowiadaniami, bo cały czas bym rozmyślał w drodze powrotnej jaki to ze mnie fan awiacji...
Dla ciekawych co i w jakiej ilości lata po naszym niebie: Flightradar24
czwartek, 12 kwietnia 2012
Po tylu latach powstał.
Ledwo co odpalił i umarł - blog Gorgomiła. Teraz powstał i mam nadzieje, że dłużej wytrzyma. Cztery lata temu świat wyglądał inaczej. Wtedy mogliśmy wspominać wspólne dzieciństwo - teraz jesteśmy niemal rodziną.
A połączyła nas...
sobota, 7 kwietnia 2012
Przedświąteczny raport
Święta są już nieuniknione. Już za późno, żeby uciec od tego szaleństwa przygotowań. Generalnie to nie powinienem narzekać, bo wcale się nie namęczyłem, ale i tak chciałoby się nic nie robić - tylko odpoczywać. Co prawda pojęcie odpoczynku, gdy w domu grasuje naładowana energią dwulatka ma nieco inne znaczenie, no ale lepsze to niż 'generalne porządki'.
Obecnie zauważam dwa podejścia:
- jak dawniej: zarób się po pachy, strać czas, zdrowie i pieniądze - klasycznie z górą jedzenia, którego i tak nikt nie przetrawi, co najwyżej z rozepchanym do granic żołądkiem legnie na dywanie (rodzinna tradycja)
- jak dzisiaj: kup co niezbędne, strać niewiele pieniędzy, zdrowia i czasu - goście i tak będą przejedzeni, ale brak nadmiernej różnorodności sprawi, że człowiek będzie czuł się lepiej (tu i ówdzie).
Brakuje mi tutaj trzeciego punktu - totalnej olewki, czy to w domu, czy na wyjeździe. Zwykłego posiedzenia bez tych stresów związanych ze świętami: czy smaczne, czy nie przypalone, czy czysto, czy pachnie, czy to w rogu to pajęczyna, czy oni to widzą...itd. Póki co z dwojga złego wybieram pkt. 2.
Poza świątecznym szaleństwem nie dzieje się wiele - wszyscy zdrowi, z uśmiechem na twarzy - przynajmniej u nas w domu, słyszałem, że dwa bloki dalej jakieś dolegliwości dokuczają. Jak ból doskwiera to i 'Wesołych Świąt' nie pomoże.
A oto zdjęciowy skrót wydarzeń:
Pierwsza w życiu pisanka Madzi. Nie jedna - cała seria.
Jak najlepiej zwrócić na siebie uwagę służb celnych na lotnisku? Spakować do walizy przedmiot wyglądający jak pistolet.
Z cyklu: Gdzie to jest? Dla ułatwienia dodam, że jest miło i, że jest miło...
Jak rozpoznać czy w kotletach jest mięso, czy go nie ma (tylko soja)? Mina Madzi powie prawdę: Kwaśna - soja, wesoła - mięso.
piątek, 23 marca 2012
Street View w PL
Pod siedzibą Google we Wrocławiu: http://g.co/maps/wjcw3
Kontrola drogowa: http://g.co/maps/dpa3h
Pani na grzybach / Pani z grzybami: http://g.co/maps/e5dar
Źródło: http://antyweb.pl
czwartek, 22 marca 2012
Stylizacja na dziś
Pogoda nie najgorsza, więc czemu by nie wystylizować się na sportowo i ruszyć na rowerku w stronę Babci. Tutaj czeka na nas Ciocia (GolgiGolgi), więc będą tańce w rytmie reggae.
wtorek, 20 marca 2012
Kto pyta nie błądzi
Fejsbuk - srejsbuk, Tłiter - słiter, a co by było jakbym ponownie systematycznie wystartował z blogiem? Miało by to sens?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































